Blog Kamracki

W kamrackim obiektywie wspomnień…

Czołem! Dzięki, że wpadasz na naszego bloga. Śmiało włącz się do
dyskusji i zasubskrybuj kanał RSS aby być na bieżąco. Na razie!

BIESZCZADY 30.04-05.05.2012

Ta Majówka jest dobrym przykładem na to, że jeśli czegoś bardzo pragniemy zawsze jest szansa na sukces. Początkowy wyjazd planowałem na tydzień wcześniej wraz z Dariuszem jednak z przyczyn od niego niezależnych był zobligowany do pozostania w Łodzi. Tego samego dnia w którym dowiedziałem się, że nie mam kompana/kompanki okazało się, że spotkałem starą znajomą. Uradowana zadeklarowała się na wyjazd w poniedziałek popołudniu na „stopa”. W niedziele dowiedziałem się,  że jej znajoma nie może pojechać więc ona również rezygnuje. Nie powiem aby bym zadowolonym, wiedziałem natomiast, że na wyjazd szykuje się Marcin (wiro). Dogadaliśmy się na podróż w poniedziałek o 10:00 rano. W ten oto sposób rozpoczęła się nasza wspólna przygoda.

Dzień 1

Dotarliśmy do Ustrzyk Górnych. Namioty rozbiliśmy na terenie posiadłości pobliskiego domu. Do Ustrzyk jechaliśmy równe 8,5 h samochodem. Podróż do miejsca przeznaczenia przebiegała pomyślnie i bez przeszkód. Wiro fantastycznie odnajduje się jako kierowca i muszę przyznać, że jest z niego stary szofer :D

Z racji na to, że nie pierwszy raz był w Bieszczadach pojechaliśmy w „zaprzyjaźnione” miejsce. Poszedłem spytać mieszkańców okolicznych domków w Ustrzykach Górnych o pozwolenie na rozbicie namiotów. Zgodzili się i bez przeszkód rozbiliśmy wieczorem nasze przenośne „tipi”. Na miejscu była toaleta, ciepła woda itp.

Dzień 2

Wstałem ok 06:00 rano i poszedłem porozmawiać z prysznicem oraz ciepła wodą. Rozmowa zakończyła się wyjściem na małe co nie co czyli…bułkę z pasztetem.

O godzinie 10:00 wyruszyliśmy z „pola namiotowego”. Weszliśmy na Tarnice, Rozsypaniec i Halicz. Trasa zajęła nam ok. 11 godzin. Mieliśmy przy sobie zapas wody, pożywienia oraz lekkie plecaki. W czasie podejścia pod szczyty taplaliśmy się w śniegu który pozostał po zimie. O dziwo starczyłoby go na ulepienie nie jednego bałwana. Po kilku godzinach uzupełniliśmy wodę na wysokości Tarnicy. Do znalezionej przy szlaku butelki wsypałem śnieg który chłodził nam pożywienie w plecaku. Widoki w Bieszczadach są fantastyczne zresztą spójrzcie na zdjęcia nic dodać nic ująć.

Powrót był przez Wołosate na nasze „pole namiotowe” w Ustrzykach Górnych.

Dzień 3

Wstałem tradycyjnie przed 06:00. Po rozmowie z Wirem i Anią wyruszyłem samotnie na podbój Bieszczad. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy. Tak naprawdę to planowałem „sprawdzić” się niezależnie od uczestników. Plecak który zabrałem był o wiele za ciężki po spakowaniu 6 litrów Muszynianki. Pogoda przypominała piekło i nie dało się miejscami oddychać. Wyruszyłem na Wielką Rawkę. Już po przejściu połowy trasy poczułem lekką zadyszkę pod kąt wejścia 70 stopni więc było radośnie :P .

Samotne obcowanie z naturą skończyło się gdy Ania z Wirem mnie dogonili. Poczułem smak porażki bo zakładałem, że uda mi się wejść wcześniej. Niestety kilogramy zrobiły swoje i dostałem przysłowiowo po dupie…Nie poddałem się jednak i z przestojami uderzyłem na dalszą część tułaczki. Im wyżej wchodziłem okazywało się, że trasa jest coraz mniej prawdopodobna do pokonania z takim obciążeniem. Snieg nie leżał jedynie po bokach gór ale również na ścieżkach otaczających tworząc mega wielkie „błotowiska”.

Po wejściu na Wielką Rawkę zastałem Wira i Anie wylegujących się na trawie. Poszli na Krzemieniec, Ja pozostałem z dylematem …Czy uda mi się wygrać morderczą walkę samego ze z sobą kontra wielki gorąc?! Nie poddałem się i poszedłem w kierunku Wetliny, a na miejsce dotarłem o 18:00. Po drodze zdobyłem kilka cennych fotek od przechodzących wędrowców. Z wielkim trudem doszedłem do knajpki w której spożyłem ciepłą strawę. Na miejscu rozmawiałem z dwoma ekipami: studenci i wagabundzi. Grali przy stoliku w mafię i aż łezka mi się zakręciła gdy pomyślałem o mojej ekipie z która zawsze wyjeżdżałem.

Około 20:00 ruszyłem się z miejsca rozbić ciężko przytargany namiot. Za daleko nie poszedłem bo nogi odmówiły posłuszeństwa. Namiot postawiłem w świetle księżyca przy kościele…

Dzień 4

Wstałem o standardowej porze złożyłem namiot i zabrałem się do knajpki w której jadłem wczoraj kolację. Zagadałem do babeczki która posiadała ową karczmę i porozmawialiśmy chwilę można rzecz, że doprowadziłem ja do łez stwierdzeniem, że ma duży ruch i pewnie zadowolona jest z własnego biznesu. Starsza kobiecina rozpłakała mi się prawie na ramionach. Żal mi się zrobiło gdy posłuchałem jak im ciężko i jakie są realne przychody takiej jadłodajni w ciągu roku. Zjadłem pierogi i podładowałem baterię w telefonie, a potem małe myju, myju.

Po przyjechaniu wędrowców wyruszyliśmy w dalszy głąb Wetliny. Namioty rozbiliśmy na polu namiotowym w pobliżu sklepu „ABC” . Pogoda spłatała nam figla i raz było pochmurnie, a raz słonecznie.

Wybraliśmy się z rana na Przełęcz Orłowska kolejnym etapem przejścia było dojście do schroniska PTTK „Chatka Puchatka”. Czas przejścia ok 8 h, oczywiście towarzyszyły nam piękne widoki i kłębiaste chmury na niebie.

Droga była: łatwa, prosta i przyjemna. Bez problemów przeszliśmy przełęcz i nawet temperatura nie przeszkodziła nam w dobrej zabawie :D Gdy dotarliśmy do schroniska wiro wspomniał, że jest to jedno z nie wielu miejsc które pozostały „dziewicze”. W schronisku do dnia dzisiejszego nie ma zasilania elektrycznego więc faktycznie pozostaje „staropolsko” :P Ten obraz zepsuł się nam trochę gdy łazik przywiózł wodę mineralną (woda pobierana jest ze źródełka poniżej schroniska). Niektórzy zdziwieni byli, że piwo „chodziło” po 10 zł …ale jak tu się dziwić… ktoś musi je przytachać plus pewnie koncesja na alkohol.

Zejście ze schroniska okazało się dość strome, prowadzi przez las i okazało się dość pochmurne :P Zbliżała się burza i choć początkowo nic na nią nie wskazywało goniła wędrowców niczym rozwścieczony byk. Wyszliśmy z lasu i o dziwo udało się nam uciec. Po drodze do pola namiotowego weszliśmy do pobliskiego pubu na piwo i raczyliśmy się fantastycznym klimatem „kowbojskiego” miejsca. Wewnątrz obrazy: koni, trofeów łowieckich itp. Po dłuższej chwili wyszliśmy rozbić namioty, a  chmury znów zarysowały na niebie ciemne szaty. Temperatura spadła więc zziębnięci trzymaliśmy się wspólnie za ramiona.

Dzień 5

Po wspaniałym ognisku i trudach wycieczki wyruszyliśmy samochodem nad Jezioro Solińskie. Przechadzaliśmy się, odpoczywaliśmy, robiliśmy zdjęcia …jednym słowem odpoczynek. Wieczorem czekała nas mała popijaw z posiadaczami samochodów bmw którą wspominam pozytywnie.

Dzień 6

Powrót…

 

List Kamracki nr 94

Witajcie Kamraci

No i nadszedł koniec tego pięknego weekendu majowego. Wiele z was przeżyło piękne chwile podczas podróży, niektórzy pewnie chwile grozy w górach, a niektórzy pracowali abyście…mogli wypoczywać:D.

Maj- dla wielu najpiękniejszy miesiąc w roku(dla mnie również), i mam nadzieje że właśnie w maju skorzystacie chociaż z jednej z moich propozycji i tak chronologicznie:
Już w tym tygodniu rozpoczynają się Juwenalia. NA Lumumbowie w piątek wystąpi m.in. T. Love, a w sobotę Habakuk i Lady Pank- nie widzę innej możliwości jak spotkać się właśnie na tych koncertach(początek w piątek i sobotę od 19).

Do 15 maja czekam na chętnych do wyjazdu na Mazurską Noc Kabaretową, która odbędzie się w Mrągowie 14 lipca. Od 15 maja zaczyna się sprzedaż biletów na wspomnianą imprezę, a z doświadczenia z poprzednich lat wiem że bilety rozchodzą się migiem- i chciałbym je zakupić już w maju. Na tą chwilę chęć wyjazdu zadeklarowali mi: Mayestico, Wacław, Pulsar z Dubi(proszę was o potwierdzenie) no i ja- Marcin Łódź- czekamy na kolejnych chętnych.
Chciałbym abyśmy ten wyjazd połączyli z kilkudniowym (3-5 dni) wypoczynkiem nad jeziorem Czos w Mrągowie- ze zwiedzaniem malowniczych mazurskich miasteczek.
15 maja jak będę znał już ceny biletów wyślę specjalny list kamracki, z nr konta i danymi do przelewu. Chętnych poproszę o przelanie kwoty za bilety na moje konto i ja już zajmę się zakupem.
W dniach 19-20 maj organizuje wyjazd na Rajd połączony z Festiwalem „Pod Słońce” w Bacówce w Jamnej (powiat tarnowski). Szczegóły wyjazdu są zamieszczone na forum w opcji: PROPOZYCJE WYJAZDÓW. Ze swojej strony mam nadzieje że dacie zachęcić się na ten wspólny wyjazd. Wśród atrakcji jest spacer po Pogórzu Karpackim, zwiedzanie malutkich miasteczek w tamtych terenach, a wieczorem koncerty przy ognisku m.in. zespołów: Słodki Całus od Buby czy choćby znanego na pewno wam Jacka Wójcickiego.
Wyjazd jest niskobudżetowy, i powinniśmy się zamknąć w kwocie 150 zł- zapraszam do zapoznania się ze szczegółami na forum.
Dla osób które nie dadzą się namówić na ten weekendowy wyjazd, właśnie w weekend 19-20 maj, sporo imprez w Łodzi m in: Święto Łodzi, Noc Muzeów czy choćby Juwenalia Politechniki Łódzkiej.
Nie byłbym sobą gdybym nie zachęcił was do wspólnego wyjścia do kina. Proponuje wyjście w poniedziałek 7 maja- czyli już jutro do Kina Cytryna na film „Róża”o godzinie 19:50.
Kino Cytryna w poniedziałki oferuje taką promocję, dla osób które pojawią się dwójkami (w tzw parach:D), i powiedzą hasło :”Nie lubię poniedziałku” będę mogły zakupić bilet po 8 zł od osoby- a więc nie jest to chyba majątek, a film podobno warty polecenia.
Tak sobie pomyślałem aby w liście kamrackim co miesiąc zachęcać was do obejrzenia ciekawych, wartych paru groszy filmów w łódzkich kinach.
3 filmy na miesiąc maj:
1. „Nietykalni”- po prostu rewelacja. Pokazuje piękno życia mimo wielu przeciwności życia….
2. „Lęk wysokości” – jeden z lepszych polskich filmów ostatnich miesięcy. Ukazuje trudne relacje pomiędzy ojcem (chorym psychicznie) a synem (robiącym karierę dziennikarzem)
3. „Droga życia”- film który jest trudno dostępny w kinach- mam go jednak u siebie(dla chętnych do pożyczenia). Przepiękny film drogi, ukazujący jeden z najwspanialszych i najtrudniejszych szlaków do Santiago de Compostela.

Chętnie usłyszę opinie czy chcecie co miesiąc takie propozycje…

Mało?:-) Myślę że jak na maj sporo tych propozycji, jak co miesiąc zachęcam was do częstszego udzielania się na forum, i zakończe prawie jak w koncercie życzeń „Solenizantom z miesiąca maja życze samych sukcesów i Stu Lat;-)” :D .

NA HANDBIKE’U KOBIETA NA PICO DEL VELETA

KLUB KAMRACI OBJĄŁ PATRONATEM WYPRAWĘ:

NA HANDBIKE’U KOBIETA NA PICO DEL VELETA pod takim hasłem w 01.10.2012 r. grupa zaprzyjaźnionych ludzi z pasją ma zamiar „przełamać bariery” społeczne i udowodnić, że niepełnosprawność może stać się siłą do pokonywania wyzwań. Inspiracją dla takich przedsięwzięć są słowa Thora Heyerdahla.„Granice? Nigdy nie widziałem żadnej.  Ale słyszałem, że istnieją w umysłach niektórych ludzi”.

 Podstawowym celem wyprawy jest przejazd na specjalnym rowerze napędzanym siłą rąk przez Karinę Jasińską przez najwyższe przełęcze leżących w paśmie Sierra Nevada w Południowej Hiszpanii, między innymi zdobycie szczytu Pico del Veleta (3392 m n.p.m.). Wyjazd ten organizowany jest przez podróżnika Karola Kleszyka oraz Fundację „Bariera”. Towarzyszyć im będzie również doświadczony w podróżach i zaprzyjaźniony lekarz Szymon Świrta. Będzie to pierwsza polska wyprawa rowerowa na handbike’u z kobietą niepełnosprawną na wysokość 3400 m n.p.m. Po przyjeździe do Granady rowerzyści ruszą na Pico del Veleta, skąd wyruszą na północny zachód w kierunku Alicanty. Trasa będzie liczyła ponad 1000 km przez najwyższe przełęcze gór Sierra Nevada i będzie trwała 20 dni. Ideą projektu jest niwelowanie różnic i łamanie stereotypów dotyczących możliwości osób niepełnosprawnych.

 

UCZESTNICY:

Karina Jasińska jest studentką II roku psychologii i nie zamierza rezygnować ze swoich marzeń. Jej hart ducha i silna wola może być przykładem dla innym ludzi jeżdżących na wózkach inwalidzkich. Karina w wieku 16 lat była uczennicą technikum lotniczego, chciała zostać pilotem i podróżować po świecie. Niestety, w wyniku zakażenia centralnego systemu nerwowego, straciła władzę w nogach, dzisiaj porusza się na wózku. To nie przeszkadza Jej realizować swoich wielkich pasji, jakimi są: sport i podróże.

Organizatorem całej wyprawy jest zapalony miłośnik i podróżnik Karol Kleszy. Ma na swoim koncie wiele wypraw. Dwa lata temu wraz z kolegą przejechali pustynię Gobi w Mongolii ( 1600km w 16 dni). Tego lata wraz z Szymonem podróżnicy przejechali ponad 1000 km z niewidomym Pawłem po bezdrożach Ameryki Południowej zdobywając pustynię Atacama, Salar Uyuni, wulkan Mirador de Caltama oraz sześciotysięcznik Huayna Potosi.

Szymon Świrta – lekarz sprawujący medyczną pieczę nad uczestnikami wyprawy. Jest uczestnik wielu wypraw nie tylko rowerowych do Chin, Mongolii, Rosji, Hiszpanii.

Patronem honorowym wyprawy jest Akademia Ignatianum w Krakowiei znany himalaista Jacek Teler.

Patroni medialni w liczbach:
4 rozgłośnie radiowe,
8 wydawnictw prasowych,
17 portali w tym 8, które będą relacjonowały na żywo przebieg wyprawy,
7 klubów podróżniczych,
3 fundacje,
2 TV

SPONSORZY

ALPINUS (przyznano wyróżnienie w konkursie Miej odwagę i Alpinus, dzięki temu w 1/3 części sfinansuje to wyprawę)

Firma GTM od której zostanie zakupiony rower z 50 % rabatem. Fundacja: Bariera, Tacy Sami, Mimo Wszystko. W tej chwili szukamy sponsorów do zrealizowania wyprawy.

Nasze wyprawy pobudzają osoby niepełnosprawne do aktywizacji i dają nadzieję na realizowanie swoich marzeń. Więcej informacji na stronie www.wyprawyrowerem.pl.

Chciałbym Was zaprosić na kolejny pokaz Kamratów. Trzy tygodnie temu podczas powrotu z Wrocławia poznałem pewną podróżniczkę. która opowie Nam o swoich wojażach po świecie.

Nie uwierzycie.  Był to mój pierwszy przejazd w pociągu pkp w którym było naprawdę gorąco.  Wszyscy już zasypiali gdy wyciągnąłem zakupioną kilka lat temu książkę Terrego Pratchetta ( http://www.terrypratchettbooks.com/ ) .  Gdy tak rozprawiałem o książce siedzącej obok mnie Teresce o zaletach i wadach owego pisarza (poza tym najbardziej widocznym , że ciężko czyta się go po angielskiemu) spoglądałem po przekątnej na pewną osobę. W pewnym momencie podłapaliśmy temat który kontynuowaliśmy przez trzy godziny, a  były nim podróże. Jest mi bardzo miło zaprosić Wiktorie Weber  która opowie Nam o podróży w poszukiwaniu szczęścia i samej siebie, w której dotarła na północno – zachodnie rubieże Szkocji.

22 lutego o godzinie 19:30 spotykamy się na pokazie w pubie Iron Horse.

 

Z ciekawych rzeczy chciałbym Was zaprosić na festiwal 3 Żywioły na którym spotkacie nie jednego Kamrata :D Wiadomość od Wacława: Hej , ho ! Kto ma ochotę na marcowy weekend(16-18.03.2012) w krakowie ?? post: http://forum.kamraci.eu/viewtopic.php?t=495

Wiem, że Rafał Banasiak czyli Negaido nie uczestniczy już w życiu klubu już tak intensywnie jak w latach 2008 – 2010. Mam jednak nadzieje, że nie zapomnicie o Nas. W ciągu 4 latach zrobiliśmy bardzo wiele nie licząc osób które poznały się przez klub ani miłości które trwają po dzisiejszy dzień. Wiem, że każdy ma swoje życie i nie zawsze znajdzie czas bo u Nas jest podobnie. Pracujemy w Łodzi i jest jak jest ktoś powie ostatki naszego czasu poświęcamy na znalezienie osób chętnych do pokazu czy nawet na zrobienie plakatu, wrzucenie filmu itp. Wierzę, że przetrwamy bo naprawdę wiele czasu z Wami spędziliśmy, a ilości wycieczek już nawet nie liczę X;D

Jednocześnie spytam otwarcie bo poszukujemy aktywistów i jeśli ktoś ma odrobinę czasu, i chcę go poświęcić na bujanie w obłokach niech do Nas napiszę i z chęcią go przyjmiemy :)

Z wielką przyjemnością przekazuje Wam nagranie Mikołaja Słabickiego który zaszczycił nas swoją obecnością prezentując wspomnienia z podróży. Z uwagi na zaciemnienie miejsca  film jest mocniej skompresowany. Podczas pokazu kamera została dwukrotnie przesunięta co niestety nie obyło się bez zmiany kąta widzenia.  Mimo wszystko mam nadzieję, że spodoba się Wam pokaz w tej formie w której został zarejestrowany.

Mikołaj jest podróżnikiem – naukowcem. Szczegóły jego wypraw znajdziecie na stronie: http://biomiko.blogspot.com
Pokaz trwa ok 2 godzin. Jesteśmy pod Wielkim wrażeniem fotografii i rozmachu prezentacji!

Mikołaj Słabicki znany jako Biomiko opowiedział nam o swojej 13 miesięcznej wyprawie po bezdrożach Azji i Ameryki Łacińskiej.


 

 

Do Gruzji oraz Turcji i z powrotem 20.10.2011

Fantastyczny pokaz! Poniżej dwie archiwalne migawki :)

Dziękujemy za liczne przybycie do kolejnego pokazu!

III OGÓLNOPOLSKI ZLOT KAMRATÓW 23-25.09.2011

Serdecznie Zapraszamy na III Ogólnopolski Zlot Kamratów.

W tym roku spotykamy się na terenie Szkoły Podstawowej Nr 61 im Św Franciszka z Asyżu w Łodzi  ul. Okólna 183.

Miejsce zlotu

Wszyscy uczestnicy zlotu przynoszą:

Ryzę papieru i wybrany artykuł szkolny np. kredki, kreda itp.

Dodatkowo każdy kto nie opłacił składki w sezonie 2010/2011 ma za zadanie przynieść np. chipsy, paluszki, orzeszki itp które będą stanowiły dobro wspólne.

W tym roku nie będzie typowej składki za zlot ponieważ nie ma ku temu warunków (brak kuchni).  Każdy przynosi własne pożywienie np.: kiełbaski do ogniska, kanapki, chleb itp. W pobliżu można opcjonalnie zrobić zakupy w dwóch małych sklepach (zalecamy zrobienie wcześniejszych zakupów ponieważ może okazać się, że nie dla każdego wystarczy np.: kiełbasek). Nieopodal szkoły jest bar więc łatwo będzie można się pożywić, zawsze można też zamówić pizzę :)

Zlot rozpoczynamy w piątek (23.09.2011). Powitamy Was u progu szkoły o godz 18:00. Zastaniecie rozpalone ognisko i przygotowane kijki do nabicia kiełbasek.

O czym warto pamiętać:

  • Namiot, śpiwór, karimata  (jeśli będzie zimno śpimy w szkole)
  • Latarka
  • Czapka, nakrycie głowy ( będziemy przebywać w lesie )

JAK ZAPISAĆ SIĘ NA ZLOT?

Wyślij opcjonalnie: Imię Nazwisko/Adres zamieszkania/Telefon (cele informacyjne)/Skąd przyjeżdżasz

na Adres email: mayestico@kamraci.eu

lub napisz posta w temacie na: http://forum.kamraci.eu/viewtopic.php?p=4581

Plan zlotu (w trakcie edycji aktualizacja 12.09.2011)

 

Piątek 23.09

18:00 Powitanie uczestników zlotu

18:30 Rozpoczęcie pieczenia kiełbasek

Sobota 24.09

10:00 Śniadanie

12:00 – 14:00 Paintball  www.parklinowylodz.pl

14:30 – 17:30 Rajd po lesie łagiewnickim

18:30 Konkursy i zabawy:

  • Konkurs wiedzy podróżniczej
  • Pokazy slajdów relacje z podróży
  • Karaoke
  • Gry

Niedziela 25.09

10:00 Śniadanie

15:00 Pożegnanie uczestników zlotu

Fotografie:

SP Nr 61 im Św Franciszka z Asyżu w Łodzi  ul. Okólna 183

Szkoła

Szkoła

Przystanek autobusowy:

Przystanek

Przystanek

Przystanek autobusowy i sklepy:

Przystanek autobusowy i sklepy

Miejsce na ognisko:

Ognisko

Miejsce w którym odbędzie się Paintball:

Pain

Pain

Miejsce parkingowe (od strony bramy) :

Miejsce parkingowe

Do Cambridge przez… Oslo


Do Cambridge przez Oslo? Czemu nie ;) W piątek 25 marca wieczorem wyruszamy na lotnisko w Krakowie by stąd polecieć do Oslo Rygge. Na szczęście nie ma żadnych opóźnień ani odwołanych lotów tak jak w grudniu gdzie dosłownie minuty przed startem siedząc wygodnie na pokładzie Airbusa pilot ogłosił, że lot zostaje odwołany z powodu mgły…

W Norwegii po przylocie o dziwo nikt nie sprawdza nam już dokumentów, no tak… komu by się chciało to robić o 23 w piątek? ;) Ceny tutaj na lotnisku są kosmiczne np. coca-cola 0,5litra ok. 13zł, kanapka ponad 20zł…
Musimy czekać do godziny 7 na kolejny lot do Londynu Stansted. Staramy się spać, jednak co jakiś czas się budzimy. Kilka minut po 4 (czyli ok. 2 godziny przed pierwszym odlotem tego dnia) budzi nas ochrona informując, że lotnisko jest już otwarte. Nie ma więc mowy żeby zaspać na samolot :)
Na lotnisku pod Londynem szybka odprawa i idziemy odebrać z automatu zamówione wcześniej bilety na pociąg do Cambridge. Stacja kolejowa znajduje się 2 poziomy pod terminalem. Pociągi odjeżdżają wręcz co do sekundy więc ok. 10:00 jesteśmy już w Cambridge. Pierwsze co się rzuca po wyjściu z dworca to kilka wypożyczalni rowerów. W samym fakcie wypożyczalni nie ma nic dziwnego, jednak jednoślady są tu dosłownie wszędzie. Jest to podstawowy środek transportu dla mieszkańców, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie.

Idąc w stronę centrum cały czas mijamy kolejnych rowerzystów, to co czytaliśmy wcześniej o rowerach w tym mieście nie jest ani trochę przesadzone. Od dzisiaj, poza uniwersytetem, Cambridge kojarzy mi się również z rowerami.Tutejszy słynny Uniwersytet składa się z wielu niezależnych kolegiów toteż co jakiś czas mijamy kolejne z nich. Każdy ma podobną budowę i na dziedzińcu każdego jest równo przystrzyżony trawnik, zupełnie jak w filmach.



Niestety nie można wejść na tereny wszystkich kolegiów, być może ma to związek z odbywającymi się tego dnia uroczystościami. Na ulicach widać wielu absolwentów ubranych w tradycyjne uniwersyteckie togi którzy wraz z rodzicami krążą wokół uczelni. Kolejny obrazek jak z filmów :) Następnie niedaleko targu słyszymy pozytywne afrykańskie rytmy. Podchodząc bliżej dostrzegamy grupę ok. 10 osób ubranych w białe i kremowe stroje. Część z nich gra na instrumentach, a część tańczy i śpiewa. Jak się okazało później, pochodzą z Zimbabwe. Bardzo podobał nam się ich występ, brawa dla nich, zebrali całkiem sporą publiczność, którzy odpłacili im się funtami :)


On the streets of Cambridge
Kontynuujemy spacer dochodząc do Mostu Matematyków. Obok nas kręci się sporo osób które proponują nam ‘rejs’ po rzece Cam, oczywiście za opłatą. W taką pogodę grzecznie im dziękujemy i idziemy dalej ;)

Powoli zbliża się wieczór i czas naszej wycieczki dobiega końca. Po zwiedzaniu jedziemy pociągiem na lotnisko Londyn Stansted. Tutaj rozkładamy się wygodnie na krzesełkach i śpimy czekając na poranny lot do Oslo. Wbrew pozorom noce na lotniskach nie są takie straszne, a nawet całkiem przyjemne :)

Oprócz nas całkiem spora grupa ludzi także śpi oczekując na swoje loty. Rano lecimy do Oslo. Tutaj nieoczekiwanie celnicy wypytują nas co robiliśmy w Anglii, co zamierzamy robić w Norwegii itd. Chyba wyglądaliśmy podejrzanie :) W planach mieliśmy odwiedzić małą miejscowość, która leży kilka kilometrów od lotniska… niestety spóźniliśmy się na autobus kilka minut, a następny miał być dopiero za 2 godziny… Wobec tego czekamy spokojnie na odlot kilka godzin i wieczorem w niedzielę witamy lotnisko w Krakowie i tak kończy się już niestety nasza weekendowa wycieczka…
Relacja nie oddaje tak dobrze jak zdjęcia uroku Cambridge, które bez wątpienia jest bardzo ładnym akademickim miastem, które warto odwiedzić. Na jednodniową wycieczkę jest wprost idealne, polecam! :)

Zapraszam na moją stronę internetową, gdzie znajduje się pełna galeria zdjęć, a także nagrany występ grupy z Zimbabwe www.JacekKonopka.pl

PS – Dlaczego przez Oslo? Było taniej… znacznie taniej (!) niż lot bezpośredni ;)

Kraków – Oslo Rygge – Kraków, liniami Ryanair – 94zł

Oslo Rygge – Londyn Stansted – Oslo Rygge, liniami Ryanair – 32zł

Są to ostateczne ceny biletów lotniczych w dwie strony na podanych trasach.

Mój pierwszy Woodstock….

W pierwszy weekend sierpnia jak co roku (wiem, wiem że nie zawsze w pierwszy weekend-ale chciałem ładnie zacząć;) )w Kostrzynie nad Odrą odbył się Przystanek Woodstock. Młodzież z całej Polski (i  nie tylko) po raz 17 udała się na zaproszenie Jurka Owsiaka aby bawić się na jednym z najpiękniejszych festiwali na Świecie.

Jako że w tym roku otrzymałem bardzo korzystny grafik na sierpień postanowiłem i ja pierwszy raz pojawić się na Przystanku.

Wyruszyłem już w środę o 9 rano z dworca Łódź Żabieniec. Jak to ja zawsze staram się w dane miejsce dojechać jak najtaniej, tak i  w przypadku tego wyjazdu zakupiłem Regiokarnet i ruszyłem w drogę. Teoretycznie po drodze miałem mieć 3 przesiadki- w Kutnie, Poznaniu i Krzyżu. Do miejscowości Krzyż wszystko szło nie najgorzej. Oczywiście opóźnienie było około 60 minut już w miejscowości Krzyż ale to jeszcze dało się przeżyć. W Krzyżu miałem mieć przesiadkę  na pociąg bezpośredni już do Kostrzyna. Jakież było zdziwienie około 200 osób które chciało do pociągu wsiąść którzy po wejściu na peron zobaczyli że pociąg jest już zapchany w 200 %, i nie wsiadł NIKT!Zapytaliśmy konduktora: -Macie zamiar dostawić wagony? – Dzwoniłem do kierownictwa i powiedzieli że nie ma takiej potrzeby- odpowiedział:).

Następny pociąg podjechał 4 godziny później! Udało nam się wsiąść do tego pociągu już z nowo poznanymi na dworcu znajomymi z Niemiec oraz z okolic Puław (przy okazji serdecznie was pozdrawiam:) ).Do Kostrzyna dojechałem na 22 (ruszyłem o 9 przypominam). Po dotarciu na pole na którym odbywał się przystanek, czekała już koleżanka Ania z którą rozbiłem się razem z naszymi nowymi znajomymi.

Czwartek:

Ten dzień rozpoczął się wcześnie rano ponieważ chciałem chłonąć każdą chwile z życia festiwalu, zobaczyć i przeżyć jak najwięcej. Jednak ten dzień rozpoczął się od wizyty…w Lidlu, około 3 km od pola namiotowego w wiadomym celu:D.

Po powrocie wędrowaliśmy z Anią po wielu namiotach gdzie odbywały się m.in warsztaty kabaretowe, teatralne, w ASP trwały spotkania z gośmi m.in z Bartkiem Węglarczykiem. O 14 w ASP odbył się…ślub cywilny:D.O 15 ruszyliśmy pod główną scenę gdzie Jurek Owsiak z orędziem do narodu otworzył 17 Przystanek Woodstock. Na przywitanie odbył się super pokaz lotniczy podajże przez Siły Powietrzne czy jakoś tak:D. Na początek muzycznej strony Festiwalu odbył się koncert grupy Plateau i gości. Jest to grupa która powstała aby odnowić twórczość Marka Grechuty i śpiewa jego kawałki- całkiem przyjemny zespół. Po szybkim obiedzie rozdzieliliśmy się z Anią i ja ruszyłem w stronę Sceny Folkowej gdzie zagrały m.in Bubliczki, Chwila Nieuwagi i rewelacyjny koncert dala grupa Podoba Mi Się.  Po koncercie ostatniego z wymienionych zespołów zajrzałem na chwile do namiotu himalajskiego gdzie odbywała się prelekcja chłopaków z Łodzi- :Long Walk Expedition- pewnie większość z was o tym słyszała. Na zakończenie pierwszego wieczoru ruszyłem pod kino polowe, gdzie przez 3 dni odbywały się pokazy ciekawych filmów organizowane przez…Łódzkie Kino Cytryna. Całkiem dobrze Cytrynka poradziła sobie z organizacją i pierwszego wieczoru zobaczyłem film „Chrzest” (gorąco polecam). Po północy mocno zmęczony ale zadowolony z wrażeń pierwszego dnia położyłem się spać.

Piątek:

Piątek rozpoczął się od bardzo ciekawych spotkań w ASP. Pierwszym gościem był prezes NBP Marek Belka- bardzo ciekawa osobistość, widać że umiejąca rozmawiać z młodzieżą i dyskusja była bardzo ciekawa a także czasami wręcz kłótliwa….Po Marku Belce odbyło się spotkanie z Markiem Koterskim- reżyserem m in „Nic śmiesznego”, bardzo konkretnego gościa, z ogromnym poczuciem humoru i podczas spotkania rządził uśmiech;). Na koniec piątkowych spotkań w ASP mieli się spotkać z nami Kinga Baranowska i Piotr Pustelnik. Jak się okazało pojawił się tylko Pustelnik ponieważ Kinga w tym czasie była…w bazie pod K2 (ciekawe trochę też że organizatorzy zapraszając Kinge nie wiedzieli że wtedy atakuje K2, ale może Kinga…późno się zdecydowała:D). Spotkanie z Piotrem Pustelnikiem również przyniosło wiele śmiechu oraz ciekawych górskich i nie tylko opowieści. Wszyscy goście pożegnani byli owacjami na stojąco.

Po spotkaniach w ASP udałym sie do miasteczka Carlsberga gdzie odbywały się mini Mistrzostwa Europy w piłce nożnej- a wyglądało to tak że do turnieju zgłosiło się 16 drużyn, w barwach narodowych swoich krajów (oczywiście byli to Polacy w koszulkach np Szwecji- trzeba dodać nie wszyscy do końca trzeźwi:D)i grali systemem obowiązującym w Mistrzostwach Europy na specjalnie do tego celu ustawionego boiska. Wyglądało to całkiem ciekawie. Wiem tylko że zwycięska drużyna otrzymywała bilety na przyszłoroczne już prawdziwe Mistrzostwa (kto wygrał? nie wiem finał był w sobotę…ale Polska chyba odpadła w ćwierćfinale…).W miasteczku Carlsberga można było również tego dnia obejrzeć wystawiony specjalnie dla Woodstokowiczów prawdziwy Puchar Europy o który za niecały rok będą walczyć nasi- robi wrażenie:).

Po atrakcjach miasteczka Carlsberga, ruszyłem pod scenę gdzie posłuchałem Piotrka Bukartyka i zespołu Apteka i jak zwykle wieczór mój kończył się kinem polowym gdzie tym razem zobaczyłem filmy: „Miasto Ruin”, „Oni szli szarymi Szeregami” oraz „Nic śmiesznego”- tym razem niekoniecznie polecam:D.

Pewnie czytając ten wpis zapytacie czy było zainteresowanie takim kinem polowym- w końcu na Woodstocku rządzi muzyka. Owszem rządzi, ale na projekcjach było naprawdę mnóstwo ludzi, wiem że niektórzy co stali na końcu nawet nie do końca słyszeli….

Sobota:

Sobota to ostatni dzień festiwalu. Rano miałem zamiar jak zwykle ruszyć na ASP na którym od 10 odbywało się spotkanie z dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego Janem Ołdakowskim, ale postanowiłem pójść podładować telefon i w kolejce stałem 2 godziny…Dotarłem dopiero pod ASP na 12 gdzie odbywało się spotkanie z Janem Nowickim i Andrzejem Grabowskim- chyba nie muszę mówić że  było wesoło?:D. Po spotkaniu z aktorami miało się odbyć spotkanie z Wojciechem Mannem na które nie ukrywam czekałem- ale niestety pan Wojciech nie dotarł….

Czas zatem było zjeść i ruszyć pod główną scenę. Może kilka słów o jedzeniu- na polu były rozstawione namioty w których można było zjeść m in hot-dogi(9 zł), zapiekanki(8 zł), kebaby(10 zł) czy schabowego (13zł). Jedzenie całkiem dobre, ale czas stania w kolejce – czasami po 1,5 godziny był nie lada sprawdzianem dla cierpliwości.

O 16 pojawiłem się pod sceną główną gdzie ostatni dzień koncertów rozpoczęła Arka Noego. To było coś niesamowitego Ludzie których np  jakbym w  Łodzi spotkał to bym się wystraszył (Łysi, wytatuowani itp), skakali i bawili się w rytmie „Nie boję się gdy ciemno jest….”, albo „Taki mały, taki duży może świętym być”:D. I właśnie w tym jest chyba magia tego Festiwalu.Po naprawdę fajnym koncercie dzieciaków z Arki na scenę wyszedł Buldog i potem
Enej. Enej dał też bardzo fajny koncert oczywiście porywając publiczność hitem „Radio Hello”. Po koncercie grupy Enej dotarli do nas Kamraci z Łodzi czyli Rafał, Justyna, Adam, Ania i Gosia, Jako że ja byłem tu od 3 dni to zatrudnili mnie trochę jako przewodnika po festiwalu.

Wieczorem odbył się koncert największych gwiazd ( nie dla mnie…) czyli grup Gentelman i The Prodigy- ja wtedy stałem w kolejce po zapiekankeLD, a następnie drzemka przed nocną podróżą. O 2 w nocy po spakowaniu się, pożegnaniu z naszymi nowymi znajomymi ruszyliśmy w stronę dworca w Kostrzynie. To co tam zastaliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.Taka ilość ludzi jaka była na dworcu dała nam do zrozumienia że …raczej nie wejdziemy do pociągu który miał nas zawieźć do Poznania. Tak też się stało….Ustawiliśmy się w pozycjach startowych aby być blisko drzwi, ale gdy pociąg zapowiedzieli, pociąg przejechał obok nas i stanął kilka metrów dalej. Szans na zmieszczenie się nie było.Udało się dopiero do pociągu o 6 rano czyli 2 godziny później. Do Poznania dotarlismy na 10, skąd o 10:50 wsiedliśmy (do dziś niewiem jak…) do pociągu MusicRegio gdzie ściśnięci jak sardynki jechaliśmy 5 godzin do Łodzi. W tym miejscu chciałem „podziękować” PKP za bezpieczne dostarczenie nas do domu. Dlaczego „dostarczenie”? Bo w PKP widze że ostatnio nie robi to znaczenia że ludzie są pakowani do pociągów jak paczki do samochodów przed dostarczeniem, czyli aby jak najwięcej i jeden na drugim…

Podsumowując oprócz bydlęcych wagonów PKP, 17 Przystanek Woodstock oceniam jako jeden z najlepszych festiwali może nie na których byłem bo było ich niewiele, ale z opinii innych najlepszych przynajmniej w Europie. Wiele wydarzeń towarzyszących, spotkania z rewelacyjnymi osobami to wszystko złożyło się na super całość:).

Do zobaczenia za rok

P.S. Przepraszam za chaos w tym tekście, ale chyba właśnie dlatego nigdy nie zostałem dziennikarzem:D

Bieszczady 12-15.08

Bieszczady 12-15.08

Zapraszam Wszystkich na wycieczkę! Moja propozycja jest widoczna na mapie. Nie opisałem jej do końca i wszystko zależy od Naszego czasu na miejscu. (TRASA MOŻE ULEC ZMIANIE W CZASIE WYJAZDU wszystko zależy od warunków pogodowych, czasu przejścia i uczestników). Dysponuje namiotem 2 osobowym.

Dzień 1

Zaczyna się już od Sanoka, a wiedzie niebieskim szlakiem poprzez: Stróże Wielkie docieramy do Księżej Góry 488 mnp. Wracamy na niebieski szlak i dalej idziemy do Czekajki 466 mnp.

Dochodzimy do wsi Morochów idąc dalej mamy możliwości wejścia na górę Średni Dział 487 mnp dalej mamy górę Suliła 759 mnp.  Dochodzimy do Chryszczaty.

Czas przejścia 8 godzin.

Dzień 2

Chryszczaty – Wołosań – Cisna 21km Szlak Czerwony

Okrąglik – Smerek  3h 15 min Szlak Czerwony

To co warto ze sobą zabrać:

  • Namiot
  • Latarka
  • Płachta przeciwdeszczowa
  • Buty trekkingowe lub inne
  • Jedzenie
  • Zapas wody

W zależności od czasu spędzonego w Bieszczadach mamy kilka opcji do wyboru. Możemy wrócić 15.08.2011 o godzinie 19:45 z Wetliny(bądź każdej miejscowości położonej  wzdłuż drogi jeździ tam pks)  bezpośrednio do Łodzi  na godzinę 06:30 rano (Patrz mapka dołączona do forum). Jak na razie jest to jedyna możliwość pksem więc myślę, że spokojnie wrócimy J Dla wszystkich którzy chcieliby wrócić wcześniej zawsze można dojść do ulicy(żółta kreska na mapie) po prawej od niebieskiego szlaku(mapka)

 

Wyjazd z Łodzi

  http://www.e-podroznik.pl/public/searchingResults.do?method=plain&startCity=lodz&endCity=sanok&fromStopId=10451&toStopId=16420

Odjazd z Wetliny:

 http://www.e-podroznik.pl/public/searchingResults.do?method=plain&startCity=wetlina&endCity=lodz&fromStopId=16543&toStopId=10451

Plan wyjazdu do ściągnięcia w przystępnej formie w PDF: http://mayestico.wrzuta.pl/plik/auye0IKntgg/bieszczady_wycieczka_www.kamraci.eu

Mapa wyjazdu (oznakowana) http://mayestico.wrzuta.pl/plik/9m3PnKOkMu8/mapka_oznaczona_-_bieszczady

Mapa wyjazdu (nie oznakowana)  http://mayestico.wrzuta.pl/plik/65i57DfTbyc/mapka_-_bieszczady_-_bez_oznaczen

ZAPISY NA NASZYM FORUM W TEMACIE: http://forum.kamraci.eu/viewtopic.php?p=4426